-
Kategorie
-
Dodane
- - Przykro mi to słyszeć. Jayne będzie rozczarowana.
.
.
Było to udane małżeństwo. Oboje wychowali się w tym samym środowisku w Waszyngtonie, oboje pochodzili z zamożnych katolickich rodzin. Rozsądne, spokojne, logiczne usposobienie Billa równoważyło pobudliwość nerwową Emily. Oboje wiele przeszli w ciągu tych osiemnastu lat. Jedno dziecko stracili z powodu urazu mózgu, Emily zaś trzykrotnie przechodziła poważne operacje. Te ciężkie przeżycia bardzo ich zbliżyły. .
Zszedłszy w dół po grobli wąskim kamiennym przejściem, Rogan ruszył dróżką pośród skąpych traw i trzcin wysokich jak człowiek. Wiedziony instynktem, skręcił w wąziutką ścieżkę na prawo i przebijając się przez gęste krzaki, dotarł do niewielkiej zatoczki; na wodzie, przywiązana liną do brzegu, kołysała się motorówka. .
Z zarośli wynurzył się może piętnastoletni chłopak. Stał w maleńkiej pirodze wyciosanej z jednego pnia. Z zaskakującą łatwością i szybkością ciął wodę ręcznie struganym, zgrabnym wiosłem. .
- - Przykro mi to słyszeć. Jayne będzie rozczarowana.
.
-
Losowe
- - Nie upuściłem go - powiedział na wszelki wypadek. .
- Stajenni przejmowali konie od przyjezdnych, uwijając się jak w ukropie, żeby obsłużyć wszystkich. Oddałem im konika księcia, ale powiedziałem, że sam się zajmę Mojąkarą, co przyjęli z zadowoleniem. Może niepotrzebnie ryzykowałem. Mogłem przecież spotkać Ręce, a ten mógł mnie rozpoznać. Jednak w całym tym zamieszaniu i mnóstwie koni, którymi należało się zająć, uznałem to za raczej nieprawdopodobne. Stajenni skierowali mnie do „starej stajni”, którą teraz przeznaczono dla wierzchowców służby. Okazało się, że jest to ta sama stajnia, w której kiedyś królował Brus, a ja byłem jego prawą ręką. Wykonując dobrze znane czynności, oporządzając klacz przed pozostawieniem jej w boksie, poczułem, że moje serce wypełnia dziwny spokój. Zapach zwierząt i siana, przyćmione światło rzadko rozmieszczonych latarń i odgłosy szykujących się do nocnego odpoczynku koni, wszystko to działało na mnie kojąco. Byłem zziębnięty, przemoczony i zmęczony, lecz tutaj, w stajni Koziej Twierdzy, po raz pierwszy od długiego czasu byłem blisko domu. Świat zmienił się, lecz tutaj, w stajniach, wszystko pozostało takie same. .
- Któregoś dnia, gdy włóczyłem się po bazarze oglądając latawce, przydarzyło mi się coś osobliwego. Jakiś zupełnie nieznany Tybetańczyk zaproponował mi sprzedaż zegarka, właściwie zardzewiałego rupiecia bez cyferblatu. Mężczyzna twierdził, że nic mu po nim, ponieważ zegarek jest zepsuty, a ja, Europejczyk, być może potrafię go jeszcze naprawić. Przystawał na każdą cenę. Wziąłem zegarek do ręki i natychmiast go rozpoznałem - to zegarek Aufschnaitera, spieniężony przez niego w zachodnim Tybecie! Był to jeden z pierwszych wodoodpornych rolexów i Aufschnaiter miał go na wyprawie na Nanga Parbat. Pozbywał się zegarka wtedy z ciężkim sercem. Zapewne sprawiłbym nim przyjemność, nawet jeżeli nie dałoby się go naprawić! Niewątpliwie był to kuriozalny przedmiot. Aufschnaiter będzie miał w listopadzie urodziny. Mimo nikłej nadziei, oddałem zegarek do naprawy bardzo zręcznemu muzułmańskiemu majstrowi. Był on zachwycony jego mechanizmem i wkrótce udało mu się zegarek naprawić. Aufschnaiter zrobił wielkie oczy, gdy mu wręczałem ten prezent. Nosi go aż po dzień dzisiejszy. .
- Nigdy nie widziała tak poruszonego Afgańczyka. Nie mógł wydusić z siebie słowa. Przez moment wyglądało na to, że się rozpłacze. Odwrócił się, próbując zapanować nad sobą. Kiedy znowu na nich spojrzał, twarz miał już spokojną, ale mokrą od łez. .
- Zamrugał szybko i nagle jakby stał się całkiem inną osobą. Zaczął bowiem mówić o swojej klientce, pani Celeste Wood, przykładnej żonie, matce i przyjaciółce, prawdziwej ofierze przemysłu tytoniowego. Wspomniał jej męża, zmarłego Jacoba Wooda, całkowicie uzależnionego od bristoli, jednego z najważniejszych wyrobów Pynexu, od których bezskutecznie próbował się uwolnić przez dwadzieścia lat. Zostawił po sobie dzieci i wnuki. A zmarł jako pięćdziesięciojednolatek, ponieważ stosował legalnie produkowane papierosy i używał ich całkowicie zgodnie z przeznaczeniem. .
- Szeroko się do tamtego uśmiechał. .
- "Brown" nie musiał tłumaczyć odpowiedzi: Irańczycy energicznie pokręcili głowami. .
- - I co się z nim stało? .
- - Fascynujące... - zadumał się Danchekker. - Ale proszę mi powiedzieć... .
- - To było naprawdę interesujące - zaczął du Kane. - Przypominam sobie, jak kiedyś... .
-
Najlepsze
- Mam wrażenie, że jest was już dość na tej planecie. Nie mówiąc o tych ponad dziesięciu miliardach na Ziemi. Dlaczego nie zostawicie nas w spokoju? Przecież taki był początkowy plan. .
. - Nie, ale cieszę się, że jesteś po mojej stronie. Hmm... chyba jesteś, prawda?. - Usłyszałeś wszystko, co miałem do powiedzenia.. Zamieszkała w domu swoich rodziców, jednopiętrowym budynku liczącym sobie osiemdziesiąt pięć lat, na południowowschodnich obrzeżach Chicago. Podczas ewakuacji z Iranu w pośpiechu zostawiła prawie wszystkie prezenty gwiazdkowe dla swoich dwóch córek, jedenastoletniej Karen i pięcioletniej Ann Marie, ale wkrótce po przyjeździe do Chicago wybrała się na zakupy ze swoim bratem Billem. Rodzina zrobiła wszystko, żeby uprzyjemnić jej święta. Siostra i trzej bracia przyjechali z wizytą, a Karen i Ann Marie dostały mnóstwo zabawek. Wszyscy jednak pytali o Paula.. Bob demonstracyjnie posmutniał.. Jupiter Jones nie odrywał oczu od monitora, który przekazywał do apartamentu Trzech Detektywów obraz i dźwięk z dyrektorskiego gabinetu. Zauważył, że Collins traci panowanie nad sobą..